Temat nad którym będziemy się dzisiaj rozwodzić to możliwości i przeszkody jakie obecnie funduje Wrocław (wrocławski WORD) osobom, które z wielkim trudem, stresem i nie jednokrotnie zszarpanymi nerwami usiłują zdobyć upragniony dokument potocznie zwanym "prawkiem" (często wśród młodzieży można usłyszeć "masz już prawko ?", kiedy masz następny egzam na prawko itp.). Uzyskiwanie uprawnień na prowadzenie pojazdów kat B stało się tak popularne, że zyskało swoją slangową nazwę. Czy fakt popularności prawa jazdy wychodzi nam - społeczeństwu na dobre to temat na osobnego posta. Skupmy się na tym jakie przeszkody (bo możliwościami nazwać tego nie można) daje nam kochany wrocławski WORD.
Niestety prawda jest taka, że coraz to bardziej wymyślne egzaminy doprowadzają do bardzo często pojawiającego się stwierdzenia "najpierw musisz nauczyć się zdać egzamin, a potem nauczysz się jeździć". Fakt jak restrykcyjne są zasady egzaminowania powodują, że trasy trzeba się nauczyć na pamięć. To, że ktoś umie bardzo dobrze jeździć wcale nie gwarantuje zdania egzaminu w miejscu gdzie nigdy nie jeździł, a wręcz przeciwnie jestem przekonana, że większość wieloletnich kierowców nie zdała by takiego egzaminu. Podobnie jest z parkowaniem, po przesiadki do innego samochodu okazuje się, że świeżo upieczony kierowca musi na nowo uczyć się parkowania. Nie jest to wina ani szkół jazdy, ani samych kursantów, a jedynie wymyślnym zasadom egzaminowania. Zupełnie bez sensu jest oceniać czy ten kierowca nie będzie stanowił zagrożenia na drodze po tym czy umie płynnie z jedną korektą (odpowiednio skonstruowaną) zaparkować. Tym bardziej, że rzeczywistość zupełnie nie pozwala wykorzystać tego co nauczyliśmy się w szkole jazdy "pod egzamin" musimy się wciskać w wąskie miejsca i wykonujemy po 10 korekt. Poza tym największym zagrożeniem są często osoby, które świetnie znają przepisy i umieją je stosować. Nikt na egzaminie nie sprawdzi czy ten kierowca jeździ brawurowo (znaczne przekraczanie ograniczeń prędkości, wyprzedzanie na trzeciego, rozmowa przez telefon komórkowy czy poprawianie makijażu na światłach).
A im więcej wypadków, których przyczyną zazwyczaj jest prędkość lub nietrzeźwość kierowców tym więcej nowinek podczas egzaminów, które spędzają sen z powiek, doprowadzają do osiwienia i łysienia uczestników kursu na prawo jazdy zazwyczaj kat B. Do Czego to doprowadza właśnie do tego, że szkoły jazdy uczą tras egzaminów na pamięć, manewrów na liczbę skrętów kierownicą i po egzaminie musimy nauczyć się jeździć... Niestety szkoły jazdy nie mają czasu uczyć prawdziwej jazdy bo 30 godzin ledwie wystarcza, albo i nie na naukę "zdania egzaminu".
Krzywdzące by było, gdybym nie wspomniała, że zmienił się na plus sposób przeprowadzania egzaminów pod kontem organizacyjnym. Kandydaci na kierowców nie muszą już czekać, aż jeden egzaminator po kolei sprawdzi umiejętności każdej osoby. Jedna grupa ma egzamin jednocześnie na wszystkich placach manewrowych i cały egzamin prawie dla każdego zamyka się w 1,5 godzinie. Pozytywny jest też fakt numerków do zapisów na egzamin znacznie usprawnia czekanie na swoją kolej, która w tym wypadku nie musi odbywać się na stojąco. Jednak te kilka zalet jest niczym w porównaniu z wątpliwą przyjemnością egzaminu.
Pozdrowienia dla wszystkich, którzy ten jeden z bardziej stresujących sprawdzianów mają jeszcze przed sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz